Zazwyczaj gdy przydarza mi się coś inspirującego, to zapisuje to w telefonie. Robię tak, aby o niczym nie zapomnieć i wieczorem umieścić na blogu.
Zostało mi w telefonie kilka 'staroci', którymi się teraz w Wami podzielę. Gdy nie będę miał już nic do napisania, silniej odczuje głód inspiracji. Na co liczę. I do czego zainspirowały mnie dzisiejsze przygotowanie do wygłoszenia mowy w Toastmasters. Jej tematem jest właśnie dziennik inspiracji. Miała być wygłoszona dzisiaj. Ale ponieważ dziś się źle czułem będzie to miało miejsce za tydzień.
Niezwykle inspirującą postacią jest dla mnie Eminem. Niektóre historie przedstawione w jego utworach wręcz chwytają za serce. Jego droga z samego dołu nizin społecznych na sam szczyt jest znakomitym przykładem. Pokazuje że dzięki determinacji, ciężkiej pracy, kontaktom i wytrwałości można osiągnąć wszystko.
Znamienna tu jest historia z "8. mili". Głównego bohatera gra tam właśnie Eminem, który po części sam był inspiracją do stworzenia tej postaci. Sam nie szczęścia i porażki, do których się publicznie przyznaje, aby się oczyścić, osiągnąć swój cel i wygrać.
Drugą inspiracje wykorzystałem podczas tworzenia swojej mowy. Na poprzednim spotkaniu klubu Toastmaster Leaders Artur Sójka, oceniając pewną mową, zauważył że mówca zwraca się do publiczności w drugiej osobie liczby pojedynczej. Taki przekaz odbieramy bardziej personalnie. Łatwiej i silniej odnosimy go do siebie. Postanowiłem tak samo zrobić w mojej najnowszej mowie.
Podczas podróży czytałem "Grę w klasy". Książka mieszczą w sobie co najmniej dwie książki. Nie które rozdziały są wykorzystywane w obydwu historiach. Co za niesamowity pomysł, pomyślałem gdy przeczytałem jej instrukcje obsługi. Znakomite wykorzystanie konwencji DRY z Railsów, do tego mniej drzewa idzie na papier. I jak świetny umysł trzeba mieć żeby na to wpaść i zrealizować. Dlaczego nie zrobiłem tego ja?
Ostatnią rzeczą jest przeczytana w internecie recenzja pewnych rozwojowych materiałów audio/video. Bardzo ważną rzeczą, która do mnie z niej trafiła jest to, aby zdawać sobie sprawę z tego, gdzie się jest.
Można na to patrzeć w dwóch płaszczyznach.
Po pierwsze szczerości wobec siebie. Jeśli coś jest nie tak, to należy się do tego przyznać przed samym sobą. A nie udawać że jest wspaniale. Tylko gdy przyznasz że coś jest nie tak, będziesz mógł to zmienić.
Druga rzecz, to zdanie sobie sprawy z tego, gdzie się jest w danym czasie i co się robi. I poświecenie się temu w 100%. Jeśli jesteś w pracy, to nie myśl o urlopie, który zaczynasz za tydzień. Bo jeśli nie, to i praca nie będzie Ci dobrze szła i wytworzysz sobie oczekiwania, które niespełnione zepsują Ci urlop. Tak samo na imprezie nie myśl o pracy itp. itd. Skub się na tym co robisz. Gdy osiągniesz maksymalną koncentrację wtedy skończysz to szybciej i będziesz mógł już w pełni zająć się następną rzeczą.
środa, 31 sierpnia 2011
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Podsumowanie podróży
Minął już tydzień od zakończenia naszych europejskich wojaży. W końcu udało się powrócić do normalnego życia i trybu pracy. To dobry czas na pewne podsumowujące inspiracje.
Jestem pod wielkim wrażeniem formy w jakiej byli moi towarzysze. Podczas tych kilkunastu miesięcy przerwy w kontaktach wypracowali sobie solidną muskulaturę. Również na naszą eskapadę zabrali akcesoria do ćwiczeń. Widząc to wszystko entuzjastycznie dołączyłem do ich treningów. Teraz po powrocie do domu pożyczyłem od brata hantle i kontynuuje treningi w domowym zaciszu.
Nie zwykle inspirujące były też rozmowy, jakie prowadziliśmy z chłopakami. Czy to podczas wielogodzinnej jazdy, czy to podczas kąpieli w oceanie. Niezwykle owocne były też rozmowy prowadzone przed snem, często przy butelce wina co bardziej rozwiązywało języki. Pozwoliło to spojrzeć na niektóre aspekty życia, jak i na samego siebie, z nowej perspektywy.
Jestem pod wielkim wrażeniem formy w jakiej byli moi towarzysze. Podczas tych kilkunastu miesięcy przerwy w kontaktach wypracowali sobie solidną muskulaturę. Również na naszą eskapadę zabrali akcesoria do ćwiczeń. Widząc to wszystko entuzjastycznie dołączyłem do ich treningów. Teraz po powrocie do domu pożyczyłem od brata hantle i kontynuuje treningi w domowym zaciszu.
Nie zwykle inspirujące były też rozmowy, jakie prowadziliśmy z chłopakami. Czy to podczas wielogodzinnej jazdy, czy to podczas kąpieli w oceanie. Niezwykle owocne były też rozmowy prowadzone przed snem, często przy butelce wina co bardziej rozwiązywało języki. Pozwoliło to spojrzeć na niektóre aspekty życia, jak i na samego siebie, z nowej perspektywy.
sobota, 27 sierpnia 2011
Dalej w drodze
Jestem pod ogromnym wrazeniem oceanu. Jego rozmiarów i siły. Juz nie duze fale przy brzegu robią z człowiekiem co chca. Długotrwałe uderzając w skały tworza niesamowite klify. Jest to znakomita inspiracja do chwili refleksji na temat tego jako silni jestesmy. Jako jendostki i jako caly gatunek. Moj wniosek jest taki ze z siłami natury radzimy sobie względnie dobrze gdy maja one w miare statyczny charakter. Jednak wzrost dynamiki pewnych zjawisk pokazuje jak watle są fundamenty naszej cywalizacji. Uczy to pokory.
Podczas jazdy przez Hiszpanie właściwie caly czas mieliśmy do czynienia z polpustynnym krajobrazem za oknem. Widoki jak z westernow. Na niektórych odcinkach dodatkowym urozmaiceniem były gory.
Te cechy klimatu sprawiały ze bardzo żadko spotyka sie osady ludzie. Do tego są one zazwyczaj nie wielkie. Jak wyglada świat i zycie w takich miejscach gdzie kazdy kazdego zna? Jak wiele rozni sie ich codzienności od naszych zabieganych dni w wielkich miastach? Jak duży jest ich świat?
Mysle ze wraz z rozwojem komunikacji i transportu ich świat staje sie coraz większy. Na poczatku pewnie wirtualnie, dzieki internetowi. Dla takich ludzi komunikacja przez net moze miec szczegolnie duze znaczenie. Wiem to z własnego doswiadczenia. Sam pochodzę z nie dużego miasta. Wyrywalem sie z niego kilkakrotnie, zazwyczaj szykujac sobie grunt wlasnie przez internet. Nasi przodkowie nie bardzo mieli takie możliwości. My oproch rozwoju technologii mamy tez względna swobodę poruszania sie, zmiany miejsca zamieszkania i objęcia posady. Tak wiec jesli narzekasz ze Ci złe w tym miejscu w ktorym jestes teraz to albo rusz dupę aby to zmienic albo tez rusz dupę i zmien miejsce. Ludzie przed nami nie mieli takiej szansy. Docen to!
Czesto leżąc na płazy spotykamy sie z natlokiem wszelkiej maści przedawcow. Oferują od okularów, przez piwo i torebki po narkotyki. Do tego dorzuca jeszcze pare usług jak tatuaz z henny czy masaż. Robią to zazwyczaj żałośnie zawodzac nazwę oferowanego towaru. Dodaj do tego narzucanie sie wypoczywajacym i domyslisz sie ze chyba gór złota na tym nie robią. Trzeba byc mocno zdeterminowanym albo naiwnym aby skorzystać z ich usług.
Na barcelonskiej plazy, wsród całego tego irytującego zgiełku pojawił sie ktos odmienny. Mial na głowie tacę z paczkami, a w ręce trójkąt na ktorym grał. Do tego spiewal i poruszał sie troszke jak oblakany. Ani przez chwile nie mowil ze cos przedaje. Po prostu robił show. Podobało sie ono ludzia, wiec sami podchodzili do niego i zapraszali aby sprzedał im paczki. Badz inny, rób inaczej!
czwartek, 25 sierpnia 2011
Kolejna doza inspiracji z podrozy
Znów mam kilka rzeczy, na ktore zwróciłem uwage podczas podrozy.
Pierwsza z nich jest infrastruktura drogowa w hiszpańskich górach. Jesli porównamy ja do polskiej, to nie ma porównania. O fatalnych warunkach i olbrzymich korkach ma Zakopiance słyszymy przecież w mediach co najmniej pary razy w roku. A przecież to droga do najpopularniejszego kurortu górskiego w kraju.
W Hiszpanii na wyższym poziomie są chyba nawet wiejskie drogi górskie. Chociaz tutaj trudno użyć pojęcia wiejski, o czym troche pozniej. Drogi są naprawdę dobrej jakosci, gdzie trzeba są estakady, gdzie indziej tunele czy wyłom w górach. Widok kilku krzyzujacych sie w górach dróg jest niesamowity. Jak oni tego dokonali? Albo inaczej: jak polscy budowniczowie i politycy tego nie zrobili?
Jesli jestem juz przy górskiej infrastrukturze to takze ta sprzed wielkow robi wrażenie. Pozostałości po zamkach i warowniach ma szczytach gory marzą sie chwile zastanowić. Jak oni to zbudowali? Jak w ogole zdołali wnieść tam budulec? Ile ludzkiego trudu i zycia to musiało kosztować?
Kolejne inspirujące zjawisko to system naliczania opłat na portugalskich drogach ekspresowych. Nie tam bramek, na których trzeba sie zatrzymywać i dokonywać opłat co zmniejsza płynność ruchu. W ich miejsce znajdują sie bramki z fotokomorka. Skanuja one przejezdzajaca pod nimi pojazdy. Jesli ma on na przedniej szybie winete ta ja obciąża opłata. W innym przypadku robi fotkę i właściciel pojazdu dostaje poczta wezwanie do zapłaty opłaty. Dokładnie tak jak w przypadku mandatów wlepianych przez fotoradary. Inspirujacy przykład wykorzystania znanego rozwiazania w nowych kontekcie.
Co przypomina mi o tym, ze caly czas szukam nowego kontekstu dla licznika na światłach. Na razie znalazłem to w juz kilku innych kontekstach, gdzie zostało zastosowane. Szukam takiego, w ktorym bedzie to uzyteczne, a jeszcze nie znalazło zastosowania.
Na koniec nowy pomysl, ktory narodził sie pod wpływem zblizania sie moich urodzin. Bedzie to apka na facebooka. Użyteczna i dochodowa. W jej realizacji przyda sie kilka pomysłów z przeszłości.
środa, 17 sierpnia 2011
Poza podroza
W dzisiejszej notce na chwile zatracamy podrozniczy charakter, aby podzielic sie z Wami dwoma inspiracja, absolutnie nie związanymi z nasza wyprawa. Miały one miejsce w ciagu kilku ostatnich dni i mysle ze warto wyciągnąć z nich słuszne wnioski.
Pare miesięcy temu Magda miała trudności ze znalezieniem satysfakcjonującej ja pracy. Sytuacja ta ja troche frustrowala. Stwierdziliśmy wtedy ze nie warto sie tym za bardzo przejmować. Najwyraźniej nie byl to odpowiedni czas na rozkwit jej kariery, ale na pewno taki wkrótce przyjdzie. Należy wiec sie nie poddawać i dalej robic swoje.
Tak tez sie stało. Teraz Magda ma nie tylko stała prace, ale rowniez dodatkowe zlecenia. Do tego ma kilka atrakcyjnych propozycji na najbliższa przyszłość. Teraz powodem do zmartwień stał sie, w miejsce braku pracy, jej nadmiar. Nie frustruje juz fakt, ze nikt nie decyduje sie ja zatrudnić. Pojawia sie za to problem, na ktora propozycje sie zdecydowany.
Jest to znakomity, z zycia wzięty przykład na to, ze nie należy przejmować sie chwilowym brakiem efektów naszych wysiłków. Kontynuujmy je wiec, jesli prowadzą nas do obranego celu. Pomysmy co najwyzej nad tym, aby nasz trud byl jak najskuteczniejszy.
Kolejna inspirująca to post z Zen Habits. Mówi on aby rzeczy małe robic od razu, gdy sie o nich dowiemy. Nie odkładać ich pozniej. Jest to troche sprzeczne z filozofia robienia najpierw rzeczy ważnych i trudnych. Ale tylko pozornie.
Gdy masz świadomość ze wisi nad Toba kilka drobnych rzeczy, wtedy cześć z nich zaprzątać Twoja uwage. Niby wykonujesz swoje zadanie, ale myslisz tez o tych wszystkich sprawach, ktore odlozyles na pozniej.
Gdy wiec pojawia sie nowa rzecz do zrobienia, zrób dwie rzeczy: określ od razu czy jest na tyle ważna ze sie nia zajmiesz. Jesli nie, to problem mamy z głowy. Jesli tak, to sprawy do załatwienia w kilka minut zalatw od razu, abys mogl przestać nad nimi myśleć. Jesli rzecz wymaga wiecej czasu, od razu zaplanuj kiedy zajmiesz sie jej wykonaniem. Osadzenia zadanie dokładnie w czasie zwalnia Cie z obowiązku myślenia o nim teraz. W koncu na to tez przyjdzie czas. W tym miejscu łącza sie nasze dwie dzisiejsze inspiracje.
I rodzi sie inspiracja trzecia. Podręcznik podstawowy Toastmasters. Dokładniej projekt czwarty w nim zawarty. Jest on dla mnie inspiracja, aby w tym poście używać zdań prostych. Mam skłonności do używania zdań wielokrotnie złożonych. Widać to szczegolnie dobrze na piśmie. Utrudnia to odbiorca zrozumienie przekazu. Dlatego lepiej używać zdań prostych i krótkich, nie wyrafinowanych slow. Bardzo wazne są tez powtórzenia. Dlatego powtórzę teraz: na wszystko przyjdzie odpowiedni czas.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Dalsze podróżnicze inspiracje
Musze przyznac, ze im dalej jedziemy i im dłużej jedziemy tym mniej widać inspiracji. Moze to wynika ze najwiecej nowych rzeczy juz zobaczyłem. Moze dlatego ze Francję przejechalismy w mgnieniu oka a Hiszpania nie jest mi obca? W kazdym badz razie wydaje ze inspiracji widze coraz mniej.
Jesli chodzi o Francję to zaciekawily mnie tam dwie rzeczy. Wszechobecne ronda i zdecydowana większość stacji benzynowych pod marketami i pod ich szyldem. Dlaczego tak jest? Co sie za tym kryje?
W Hiszpanii jestesmy zdecydowanie dłużej wiec tez zdecydowanie wiecej inspiracji zostało wylapane.
Najważniejsza do tej pory myśl narodziła sie wieczorem w San Sebastian. Lezelismy z chłopakami wieczorem, na trawce, nieopodal oceanu popijając winko. Zdałem sobie sprawę ze dawno nie raczylem tego sie tego typu przyjemnosciami. A przecież nie trzeba nigdzie wyjeżdżać aby stosowac tego typu wypoczynek na łonie natury. Przecież takze w Warszawie są miejsca gdzie mozna sie położyć na trawce i wy odzywać mruzac oczy ku święcącego słońca.
Wiec z jakiego powodu tego nie robimy? Z naszej dyskusji wynikl glowny powód, dosc powszechny. Zwię sie on praca. I rzeczywiscie, gdy nie pracowałem i mieszkałem w Puławach popołudnia i wieczory spedzane w gronie przyjaciol w parku były codziennością. Dosc czesto spędzalo sie tam wrecz całe dni.
Teraz jest praca wiec albo nie mamy czasu na to albo po prostu tak rzucilismy sie w wir zycia, ze zapomnieliśmy ze mozna. Jesli chodzi o mnie to czas raczej nie jest największym problemem, bo moge pracowac kiedy chce i mam w tym duża swobodę. Tak samo angieslkiego ucze sie w tych godzinach ktore mi akurat pasują. Wiec chyba po prostu zapomniałem ze mozna. Całe szczescie ze sobie o tym przypomnialem. Po powrocie z tripu trzeba bedzie zwiedzić warszawskie parki i okolice Wisły. Wstyd przyznac ze mając Wiśle rzut bretem, no moze dwoma, od domu w ciagu ponad dwóch miesięcy nie dane mi bylo nad nia sie pojawic.
Tak wiec po powrocie do domu trzeba bedzie brać ze soba Magde i rowery i wygniatsc polska trawę i cieszyć miche do polskiego słońca. Poki jeszcze jest.
Podczas naszej podrozy namiętnie odwiedzamy McDonaldsy. Nie dlatego, zeby sie w nich stolowac, ale skorzystać z innych dobrodziejstw takich przybydkow jakim są łazienki oraz darmowy internet. Dzieki temu mozemy zostac w kontakcie z cywilizacja i bliskimi nam osobami bez płacenia miliardowych opłat roamingowych.
Podczas jednej z takiej wycieczek okazało sie ze w Hiszpanii nie ma shakow w ofercie. Zobaczyłem tez wynalazek ktory czyni chyba fast foody jeszcze bardziej fast. Automaty do składania zamowien. Nie wiem jak to działa i jak odbiera sie zarcie ale dla mnie jest to bez dwóch zdach inspirujące.
Jesli jestesmy juz przy maszynach, to taka jedna zawladnela ma wyobraźnia całkowicie. Na stacji benzynowe przy drodze wymienialismy olej. Obok stała automatyczna myjnia samochodowa. Nie byl to garaż do ktorego wjeżdża sie lub przejeżdża autem. Była to raczej rama na szynach, ktora parokrotnie jeździła wzdłuż auta.
Na poczatku byłem zamyslony nad tym, skąd ona wie co ma robic w danym momencie, w jakiej odległości od auta znajdują sie elementy czyszcace itp. Po chwili doznałem olśnienia i zdałem sobie sprawę ze caly sekret cudownosci i inteligencji tkwi w tym ze po prostu powtarza po sobie sekwencje prostych kroków i ogranicza do minimum robienie rzeczy zbędnych.
Moze to zabrzmi dziwnie ale postanowiłem wtedy przenieść te inspiracje myjnia automatyczna do swojego zycie poprzez rozbijanie wykonywanych czynności na poszczególne kroki. Daje nam to wiele korzyści.
Po pierwsze juz stara zasada głosi dzieł i rzadz co znaczy aby rozbijać problem czy zadanie na mniejsze. Dzieki temu nie wydaje sie to nam juz takie duze, straszne i trudne w związku z czym podchodzimy do zadania z większym entuzjazmem i jego rozwiazanie idzie nam szybciej i daje wiecej radosci.
Po drugie gdy wyselekcjonujemy poszczególne kroki, wtedy mozemy zdać sobie sprawę, ze cześć z nich jest robiona za czesto albo nie powinna byc robiona w ogole bo nie daje żadnej końcowej wartosci.
Finalnie, w koncu mozemy manipulować sekwencjami kroków, jakie maja miejsce w naszym procesie. Moze inna kolejność da nam oszczędności, szybsze wykonanie zadania badz wiecej radosci w trakcie pracy.
Wiecej o Hiszpanii w krotce, bo podczas pisania tej notki okazało sie z inspiracji stad wcale nie ma tak mało. Za co Was wszystkich nie przepraszam.
Jesli chodzi o Francję to zaciekawily mnie tam dwie rzeczy. Wszechobecne ronda i zdecydowana większość stacji benzynowych pod marketami i pod ich szyldem. Dlaczego tak jest? Co sie za tym kryje?
W Hiszpanii jestesmy zdecydowanie dłużej wiec tez zdecydowanie wiecej inspiracji zostało wylapane.
Najważniejsza do tej pory myśl narodziła sie wieczorem w San Sebastian. Lezelismy z chłopakami wieczorem, na trawce, nieopodal oceanu popijając winko. Zdałem sobie sprawę ze dawno nie raczylem tego sie tego typu przyjemnosciami. A przecież nie trzeba nigdzie wyjeżdżać aby stosowac tego typu wypoczynek na łonie natury. Przecież takze w Warszawie są miejsca gdzie mozna sie położyć na trawce i wy odzywać mruzac oczy ku święcącego słońca.
Wiec z jakiego powodu tego nie robimy? Z naszej dyskusji wynikl glowny powód, dosc powszechny. Zwię sie on praca. I rzeczywiscie, gdy nie pracowałem i mieszkałem w Puławach popołudnia i wieczory spedzane w gronie przyjaciol w parku były codziennością. Dosc czesto spędzalo sie tam wrecz całe dni.
Teraz jest praca wiec albo nie mamy czasu na to albo po prostu tak rzucilismy sie w wir zycia, ze zapomnieliśmy ze mozna. Jesli chodzi o mnie to czas raczej nie jest największym problemem, bo moge pracowac kiedy chce i mam w tym duża swobodę. Tak samo angieslkiego ucze sie w tych godzinach ktore mi akurat pasują. Wiec chyba po prostu zapomniałem ze mozna. Całe szczescie ze sobie o tym przypomnialem. Po powrocie z tripu trzeba bedzie zwiedzić warszawskie parki i okolice Wisły. Wstyd przyznac ze mając Wiśle rzut bretem, no moze dwoma, od domu w ciagu ponad dwóch miesięcy nie dane mi bylo nad nia sie pojawic.
Tak wiec po powrocie do domu trzeba bedzie brać ze soba Magde i rowery i wygniatsc polska trawę i cieszyć miche do polskiego słońca. Poki jeszcze jest.
Podczas naszej podrozy namiętnie odwiedzamy McDonaldsy. Nie dlatego, zeby sie w nich stolowac, ale skorzystać z innych dobrodziejstw takich przybydkow jakim są łazienki oraz darmowy internet. Dzieki temu mozemy zostac w kontakcie z cywilizacja i bliskimi nam osobami bez płacenia miliardowych opłat roamingowych.
Podczas jednej z takiej wycieczek okazało sie ze w Hiszpanii nie ma shakow w ofercie. Zobaczyłem tez wynalazek ktory czyni chyba fast foody jeszcze bardziej fast. Automaty do składania zamowien. Nie wiem jak to działa i jak odbiera sie zarcie ale dla mnie jest to bez dwóch zdach inspirujące.
Jesli jestesmy juz przy maszynach, to taka jedna zawladnela ma wyobraźnia całkowicie. Na stacji benzynowe przy drodze wymienialismy olej. Obok stała automatyczna myjnia samochodowa. Nie byl to garaż do ktorego wjeżdża sie lub przejeżdża autem. Była to raczej rama na szynach, ktora parokrotnie jeździła wzdłuż auta.
Na poczatku byłem zamyslony nad tym, skąd ona wie co ma robic w danym momencie, w jakiej odległości od auta znajdują sie elementy czyszcace itp. Po chwili doznałem olśnienia i zdałem sobie sprawę ze caly sekret cudownosci i inteligencji tkwi w tym ze po prostu powtarza po sobie sekwencje prostych kroków i ogranicza do minimum robienie rzeczy zbędnych.
Moze to zabrzmi dziwnie ale postanowiłem wtedy przenieść te inspiracje myjnia automatyczna do swojego zycie poprzez rozbijanie wykonywanych czynności na poszczególne kroki. Daje nam to wiele korzyści.
Po pierwsze juz stara zasada głosi dzieł i rzadz co znaczy aby rozbijać problem czy zadanie na mniejsze. Dzieki temu nie wydaje sie to nam juz takie duze, straszne i trudne w związku z czym podchodzimy do zadania z większym entuzjazmem i jego rozwiazanie idzie nam szybciej i daje wiecej radosci.
Po drugie gdy wyselekcjonujemy poszczególne kroki, wtedy mozemy zdać sobie sprawę, ze cześć z nich jest robiona za czesto albo nie powinna byc robiona w ogole bo nie daje żadnej końcowej wartosci.
Finalnie, w koncu mozemy manipulować sekwencjami kroków, jakie maja miejsce w naszym procesie. Moze inna kolejność da nam oszczędności, szybsze wykonanie zadania badz wiecej radosci w trakcie pracy.
Wiecej o Hiszpanii w krotce, bo podczas pisania tej notki okazało sie z inspiracji stad wcale nie ma tak mało. Za co Was wszystkich nie przepraszam.
sobota, 13 sierpnia 2011
Belgia
Kolejnym krajem na szlaku naszej podrozy była Belgia. I tutaj chociaz nasz pobyt byl dosc krótki, bo trwał nie cała dobę, to podłożył kamien wegielny pod kilka rozwarzan.
Pierwsza wspaniała rzecz w tym kraju to fakt ze od ponad roku nie ma on rzadu. A kraj jakoś caly czas istnieje i ludzie maja sie dobrze. I nic dziwnego, w koncu prawo i instytucje publiczne caly czas działają. Zmniejszyły sie tylko, pewnie nie znacznie, koszty utrzymania administracji. Dużym plusem tej sytuacji jest paradoksalnie wzrost stabilności politycznej. Rząd nie wyjmie z rękawa jakis kwiatków legistlacyjnych bo go po prostu nie. O ile w kraju z taka tradycja demokracji jak Belgia moze nie byc to szczegolnie widocznie to wyobrazmy sobie podobna sytuacje w Polsce. Nie mamy rzadu wiec nie tworzy on prawa uderzającego w obywateli czy rujnujacego poszczególne branże biznesu po to by pilnie latac dziurę wyborcza czy zyskac kilka punktow procentowych w sondażach. Piekna sprawa, tylko jak to zrobic w Polsce?
Druga rzecz to podziemna droga prowadząca przez Brukselę. I podziemne parkingi, ktore mozna spotkac właściwie we wszystkich centrach dużych zachodnich miast. Jednak dopiero w stolicy Belgii, pod wpływem podziemnej arterii zwróciłem na nie uwage. Znakomita inspiracja dla budowniczych Warszawy i innych polskich miast. Czy obok nowo budowanych stacji nie mozna stworzyć przy okazji parkingów. Na obrzeżach wykorzystywane jako darmowe park and ride a bardziej w centrum czysto komeryjnie? Czy obok tunenelu metra nie moze wieść tunel drogowy? Byc moze nie ape mysle ze warto stawiać sobie takie pytania, bo kiedys okazac sie moze ze mozna.
Podczas naszego krótkiego pobytu w Belgii wpadliśmy na chwile do rodziny Ardeniego. Zostaliśmy tam bardzo dobrze ugoszczeni, co o kilka godzin wydłużyło nasz pobyt w tym kraju. Nikt z tego faktu nie rozpaczal, wrecz przeciwnie. Zostaliśmy tam przyjęci jak swoi: stoły uginaly sie od jadła i trunków gdy w około krążyły tony swobodnej rozmowy.
Wlasnie obraz zycia w Belgii, naswietlony przez naszych gospodarzy, moze byc dobra i spora inspiracją do tego by opuścić nasza ojczyzna i zamieszkać w innym państwie. Rzeczywistość wyglada tak, ze pewne rzeczy i aspekty o ktore w Polsce trzeba walczyć czy wracowywac latami tam są obowiązującym standardem, wiec uzyskuje sie je juz na wejściu. Podobnie użyteczność państwa, jego instytucji i całego środowiska w krajach zachodnich jest duzo wieksza. Żyje sie po prostu łatwiej i przyjemniej. Duzo łatwiej o godne zycie. Czy jest wiec sens poświęcać w Polsce swoj entuzjazm i energię na pokonywanie przeszkód ktore gdzie indziej? Czy tez wysilanie sie co nie miara i marnowanie czasu na zdobycie czegos, co gdzie indziej dostajesz od ręki?
Moim zdaniem niebardzo. Dlatego myśl o emigracji do Hiszpanii w najbliższych latach rozpala sie bardziej w moim sercu. Wydaje mi sie ze rowniez dla Magdy ta myśl jest coraz bardziej pociagajaca i akceptowalna. Nie trzeba przecież przeprowadzać sie tam na stałe ale chociażby zaczac od zimowania czy kilkudniowych wapadow. Zycie pokaże.
Pierwsza wspaniała rzecz w tym kraju to fakt ze od ponad roku nie ma on rzadu. A kraj jakoś caly czas istnieje i ludzie maja sie dobrze. I nic dziwnego, w koncu prawo i instytucje publiczne caly czas działają. Zmniejszyły sie tylko, pewnie nie znacznie, koszty utrzymania administracji. Dużym plusem tej sytuacji jest paradoksalnie wzrost stabilności politycznej. Rząd nie wyjmie z rękawa jakis kwiatków legistlacyjnych bo go po prostu nie. O ile w kraju z taka tradycja demokracji jak Belgia moze nie byc to szczegolnie widocznie to wyobrazmy sobie podobna sytuacje w Polsce. Nie mamy rzadu wiec nie tworzy on prawa uderzającego w obywateli czy rujnujacego poszczególne branże biznesu po to by pilnie latac dziurę wyborcza czy zyskac kilka punktow procentowych w sondażach. Piekna sprawa, tylko jak to zrobic w Polsce?
Druga rzecz to podziemna droga prowadząca przez Brukselę. I podziemne parkingi, ktore mozna spotkac właściwie we wszystkich centrach dużych zachodnich miast. Jednak dopiero w stolicy Belgii, pod wpływem podziemnej arterii zwróciłem na nie uwage. Znakomita inspiracja dla budowniczych Warszawy i innych polskich miast. Czy obok nowo budowanych stacji nie mozna stworzyć przy okazji parkingów. Na obrzeżach wykorzystywane jako darmowe park and ride a bardziej w centrum czysto komeryjnie? Czy obok tunenelu metra nie moze wieść tunel drogowy? Byc moze nie ape mysle ze warto stawiać sobie takie pytania, bo kiedys okazac sie moze ze mozna.
Podczas naszego krótkiego pobytu w Belgii wpadliśmy na chwile do rodziny Ardeniego. Zostaliśmy tam bardzo dobrze ugoszczeni, co o kilka godzin wydłużyło nasz pobyt w tym kraju. Nikt z tego faktu nie rozpaczal, wrecz przeciwnie. Zostaliśmy tam przyjęci jak swoi: stoły uginaly sie od jadła i trunków gdy w około krążyły tony swobodnej rozmowy.
Wlasnie obraz zycia w Belgii, naswietlony przez naszych gospodarzy, moze byc dobra i spora inspiracją do tego by opuścić nasza ojczyzna i zamieszkać w innym państwie. Rzeczywistość wyglada tak, ze pewne rzeczy i aspekty o ktore w Polsce trzeba walczyć czy wracowywac latami tam są obowiązującym standardem, wiec uzyskuje sie je juz na wejściu. Podobnie użyteczność państwa, jego instytucji i całego środowiska w krajach zachodnich jest duzo wieksza. Żyje sie po prostu łatwiej i przyjemniej. Duzo łatwiej o godne zycie. Czy jest wiec sens poświęcać w Polsce swoj entuzjazm i energię na pokonywanie przeszkód ktore gdzie indziej? Czy tez wysilanie sie co nie miara i marnowanie czasu na zdobycie czegos, co gdzie indziej dostajesz od ręki?
Moim zdaniem niebardzo. Dlatego myśl o emigracji do Hiszpanii w najbliższych latach rozpala sie bardziej w moim sercu. Wydaje mi sie ze rowniez dla Magdy ta myśl jest coraz bardziej pociagajaca i akceptowalna. Nie trzeba przecież przeprowadzać sie tam na stałe ale chociażby zaczac od zimowania czy kilkudniowych wapadow. Zycie pokaże.
piątek, 12 sierpnia 2011
Reszta inspiracji z Amsterdamu
Ten post poświęce reszcie inspirujacych ludzi, zjawisk i rzeczy jakie rzucily mi sie w oczy podczas krótkiego pobytu w tym miescie.
Pierwsza z rzeczy jaka rzuca sie w oczy, zaraz po natłoku rowerów jest otwartość i uprzejmość lokalnej ludności. Zagadnieci chetnie rozmawiają i udzielają pomocy. Co wiecej, zagadna do Ciebie w miejscach publicznych, jak np. Knajpy czy restauracje.
Słyszałem opinie ze teraz ta otwartość, czy to na Polaków czy wszelkich 'obcych' jest mniejsza niż jeszcze kilka lat temu. Ja jednak nie mając żadnej skali porównawczej z przeszłości oceniam ta otwartość bardzo wysoko.
Patrząc dalej na tamtejszych ludzi zwrocmy uwage na kwestie językowe. Przede wszystkim kazdy rozmawia tam po angielsku. Wydaje mi sie ze w większym procencie niz w Niemczech, nie wspominając juz o hiszpanach czy francuzach. Tak wiec po angielsku dogadasz się tam doskonale, co jest dla mnie szczegolnie budujące poniewaz niedawno wznowilem nauke tego języka i miałem teraz okazje sprawdzic sie na rzeczywistym polu walki. Z przebiegu tych manewrów jestem jak najbardziej zadowolony.
Kolejna kwestia to polskie kwestie wtracane do nas przez wszelkiej maści sprzedawców, barmanow czy dilerów. Ma to sprawić aby potencjalny klient poczuł sie doceniony i sprawdza się świetnie, wiec jest stosowane chyba pod każda szerokością geograficzną. Dla nas moze byc inspiracja do tego, aby podczas rozmowy wychodzić ku naszym rozmówca, przyjmować ich punkt widzenia czy wartości. Na pewno łatwiej bedzie wtedy sie dogadywać, gdy rozmówca zobaczy ze "gadamy w jego języku".
W powyższym akapicie padło juz słowo diler, wiec myślę ze to dobre miejsce by napisać kilka slow na temat prostytucji i lekkich narkotyków.
Czy jest to i inspirujące?
Na pewno zachęca do przemyśleń czy działania te są dla kogokolwiek szkodliwe. Jesli są szkodliwe tylko dla ich uzytkownikow i nie jest to jednoznaczne, to moim zdaniem nie mamy prawa ich zabraniac. Bo w imię czego?
Same narkotyki, poprzez zmianę stanu świadomości i udostępnianiu nam możliwości zmiany postrzegania rzeczywistości rowniez mogą nam dostarczyć inspirujacych doświadczeń. Czy podobnie jest z prostytutkami? Tego nie wiem bo nie mam praktyki.
Na koniec rzecz ktora bedzie znakomita inspiracja służb transportowych w Polsce. Żywe osoby na pętli przy dworcu których zadaniem jest udzielanie pomocy podroznym to mistrzostwo swiata. Bardzo duża pomoc dla osob nie mówiących po Niderlandzku i wcale nie znających miasta, ktorym nazwy przystanków i ulic nie mówią właściwie nic.
To tyle odnośnie wrażeń wyniesionych z Amsterdamu, ktorymi chciałem sie z Wami podzielic.
W następnej notce spotkamy sie w Belgii.
A tymczasem mam dla Was bardzo inspirujące wydarzenie, ktore bedzie miec miejsce na poczatku września. Mowa o łódzkim TEDx, na który mozna sie rejestrować do 21 sierpnia. Udzial jest bezpłatny, ale podlegający selekcji. Zaproszone osoby zostana wyselekcjonowane na podstawie tego co napiszą o sobie w swojej aplikacji. Ja juz swoja złożyłem i mysle ze zostanę zaproszony na impreze. Czy będziemy mieli tam okazje sie poznac lub spotkac?
Na koniec jeszcze pare slow dla tych, którzy nie wiedza czym jest TEDx. Wyjaśnienie zalezy zaczac od tego, czym jest TED. To cykliczne imprezy w ramach których mowcy dziela sie z odbiorcami ideami, ktore kolokwialnie mówiąc są ciekawe, nie szablonowe i warte podzielenia sie nimi z szersza publicznoscia. Nagrania z tych eventow mozecie znaleźć wpisując w Google lub YouTube hasło: ted talks
TEDx'y to po prostu niezależne imprezy organizowane w ramach tej formuły w rożnych miejscach na świecie.
Pierwsza z rzeczy jaka rzuca sie w oczy, zaraz po natłoku rowerów jest otwartość i uprzejmość lokalnej ludności. Zagadnieci chetnie rozmawiają i udzielają pomocy. Co wiecej, zagadna do Ciebie w miejscach publicznych, jak np. Knajpy czy restauracje.
Słyszałem opinie ze teraz ta otwartość, czy to na Polaków czy wszelkich 'obcych' jest mniejsza niż jeszcze kilka lat temu. Ja jednak nie mając żadnej skali porównawczej z przeszłości oceniam ta otwartość bardzo wysoko.
Patrząc dalej na tamtejszych ludzi zwrocmy uwage na kwestie językowe. Przede wszystkim kazdy rozmawia tam po angielsku. Wydaje mi sie ze w większym procencie niz w Niemczech, nie wspominając juz o hiszpanach czy francuzach. Tak wiec po angielsku dogadasz się tam doskonale, co jest dla mnie szczegolnie budujące poniewaz niedawno wznowilem nauke tego języka i miałem teraz okazje sprawdzic sie na rzeczywistym polu walki. Z przebiegu tych manewrów jestem jak najbardziej zadowolony.
Kolejna kwestia to polskie kwestie wtracane do nas przez wszelkiej maści sprzedawców, barmanow czy dilerów. Ma to sprawić aby potencjalny klient poczuł sie doceniony i sprawdza się świetnie, wiec jest stosowane chyba pod każda szerokością geograficzną. Dla nas moze byc inspiracja do tego, aby podczas rozmowy wychodzić ku naszym rozmówca, przyjmować ich punkt widzenia czy wartości. Na pewno łatwiej bedzie wtedy sie dogadywać, gdy rozmówca zobaczy ze "gadamy w jego języku".
W powyższym akapicie padło juz słowo diler, wiec myślę ze to dobre miejsce by napisać kilka slow na temat prostytucji i lekkich narkotyków.
Czy jest to i inspirujące?
Na pewno zachęca do przemyśleń czy działania te są dla kogokolwiek szkodliwe. Jesli są szkodliwe tylko dla ich uzytkownikow i nie jest to jednoznaczne, to moim zdaniem nie mamy prawa ich zabraniac. Bo w imię czego?
Same narkotyki, poprzez zmianę stanu świadomości i udostępnianiu nam możliwości zmiany postrzegania rzeczywistości rowniez mogą nam dostarczyć inspirujacych doświadczeń. Czy podobnie jest z prostytutkami? Tego nie wiem bo nie mam praktyki.
Na koniec rzecz ktora bedzie znakomita inspiracja służb transportowych w Polsce. Żywe osoby na pętli przy dworcu których zadaniem jest udzielanie pomocy podroznym to mistrzostwo swiata. Bardzo duża pomoc dla osob nie mówiących po Niderlandzku i wcale nie znających miasta, ktorym nazwy przystanków i ulic nie mówią właściwie nic.
To tyle odnośnie wrażeń wyniesionych z Amsterdamu, ktorymi chciałem sie z Wami podzielic.
W następnej notce spotkamy sie w Belgii.
A tymczasem mam dla Was bardzo inspirujące wydarzenie, ktore bedzie miec miejsce na poczatku września. Mowa o łódzkim TEDx, na który mozna sie rejestrować do 21 sierpnia. Udzial jest bezpłatny, ale podlegający selekcji. Zaproszone osoby zostana wyselekcjonowane na podstawie tego co napiszą o sobie w swojej aplikacji. Ja juz swoja złożyłem i mysle ze zostanę zaproszony na impreze. Czy będziemy mieli tam okazje sie poznac lub spotkac?
Na koniec jeszcze pare slow dla tych, którzy nie wiedza czym jest TEDx. Wyjaśnienie zalezy zaczac od tego, czym jest TED. To cykliczne imprezy w ramach których mowcy dziela sie z odbiorcami ideami, ktore kolokwialnie mówiąc są ciekawe, nie szablonowe i warte podzielenia sie nimi z szersza publicznoscia. Nagrania z tych eventow mozecie znaleźć wpisując w Google lub YouTube hasło: ted talks
TEDx'y to po prostu niezależne imprezy organizowane w ramach tej formuły w rożnych miejscach na świecie.
czwartek, 11 sierpnia 2011
Amsterdamskie inspiracje
Czym i do czego moze nas zainspirowac Amsterdam?
Przede wszystkim może wzbudzić nasze refleksje na temat naszych nawyków dotyczących przemieszczania sie po miescie. Bardzo duża liczba ludzi jeżdżących rowerami płynnie wsród przechodniów i aut. Setki czy tysiące jednosladow zaparkowanych przy kazdej ulicy. A najwieksze wrażenie robi piętrowy parking w okolicach dworca.
To wszystko, wraz z prostota a wiec i tanioscia zdecydowanej woekszosci rowerów ktorymi jeżdżą Holendrzy sprawia ze taka forma transportu wydaje sie wysoce użyteczna i efektywna. Dołoż do tego bardzo rozległą sieć ścieżek rowerowych i wiesz juz dlaczego ta forma transportu króluje w Amsterdamie.
A czy rower moze zyskac większe znaczenie w Polskich miastach? Moim zdaniem tak i dzieje sie to na naszych oczach. Oczywiscie skala tego zjawiska, z różnych względów takich jak infrastruktura centrów polskich miast czy klimat, zawsze bedzie w tyle ze Niderlandami. Ale przecież dzieją sie dobre rzeczy w tym kierunku:
- coraz wiecej ścieżek rowerowych. W starsze osiedla wciskane są byc moze czasem troche na sile ale w nowszych dzielnicach, takich jak warszawskie nowodwory ktore zamieszkujemy, są one zaplanowana i integralna częścią infrastruktury
- całkiem spora grupa, zwłaszcza młodych, mieszkańców dużych polskich miast aktywnie korzysta z roweru, miedzy innymi jako środka transportu ktorym dociera do pracy
- dużo akcji propagujących ten środek lokomocji, np. Masy Krytyczne
- ostatnie zmiany w kodeksie drogowym ułatwiające zycie rowerzysta
Co daje nam rower jako powszechny środek transportu? Przede wszystkim korzyści ekonomiczne. Koszt zakupu prostej holenderki, zwłaszcza gdy stanie sie standardem na polskich drogach a nie ciekawostka to nie wiecej niz kilkaset złotych. A znikają nam koszta utrzymania i napedzania auta badz korzystania z transportu publicznego.
Do tego zmniejszenie emisji spalin oraz pozytywny skutek na zdrowie i samopoczucie uzytkownikow. To chyba dzieki codziennej jeździe na rowerze holenderskie kobiety, w kazdym wieku, są niezwykle zgrabne.
Na koniec tych rowerowych rozwazan warto spojrzeć krytycznym okiem na siebie samego jako na użytkownika roweru. Czy jeżdżę nim do pracy? Nie, poniewaz pracuje z domu:) Ale czy korzystam z niego aktywnie, czyto do przemieszczania sie w celu załatwienia jakis sprawonkow czy tez jeżdżę duzo dla przyjemności? Na oba aspekty tego pytania musze odpowiedziec negatywnie. Uwazylem go aktywnie tylko przez tydzien badz dwa po przywiezieniu go z Pulaw, po czym poszedł w odstawić.
Myślę wiec, ze po powrocie do Polski świetnym pomysłem bedzie odliczyć, ustawić hamulce i użytkować na co dzień rower.
Mam jeszcze kilka przemyśleń inspirowanych Amsterdamem, ale objętość tej notki inspiruje mnie do tego, aby zakończyć ja w tym momencie. Tak wiec ta notka zostaje stricte rowerowa a reszta rozważań z Amsterdamu znajdzie swoje wspólne miejsce w kolejnej notce.
Przede wszystkim może wzbudzić nasze refleksje na temat naszych nawyków dotyczących przemieszczania sie po miescie. Bardzo duża liczba ludzi jeżdżących rowerami płynnie wsród przechodniów i aut. Setki czy tysiące jednosladow zaparkowanych przy kazdej ulicy. A najwieksze wrażenie robi piętrowy parking w okolicach dworca.
To wszystko, wraz z prostota a wiec i tanioscia zdecydowanej woekszosci rowerów ktorymi jeżdżą Holendrzy sprawia ze taka forma transportu wydaje sie wysoce użyteczna i efektywna. Dołoż do tego bardzo rozległą sieć ścieżek rowerowych i wiesz juz dlaczego ta forma transportu króluje w Amsterdamie.
A czy rower moze zyskac większe znaczenie w Polskich miastach? Moim zdaniem tak i dzieje sie to na naszych oczach. Oczywiscie skala tego zjawiska, z różnych względów takich jak infrastruktura centrów polskich miast czy klimat, zawsze bedzie w tyle ze Niderlandami. Ale przecież dzieją sie dobre rzeczy w tym kierunku:
- coraz wiecej ścieżek rowerowych. W starsze osiedla wciskane są byc moze czasem troche na sile ale w nowszych dzielnicach, takich jak warszawskie nowodwory ktore zamieszkujemy, są one zaplanowana i integralna częścią infrastruktury
- całkiem spora grupa, zwłaszcza młodych, mieszkańców dużych polskich miast aktywnie korzysta z roweru, miedzy innymi jako środka transportu ktorym dociera do pracy
- dużo akcji propagujących ten środek lokomocji, np. Masy Krytyczne
- ostatnie zmiany w kodeksie drogowym ułatwiające zycie rowerzysta
Co daje nam rower jako powszechny środek transportu? Przede wszystkim korzyści ekonomiczne. Koszt zakupu prostej holenderki, zwłaszcza gdy stanie sie standardem na polskich drogach a nie ciekawostka to nie wiecej niz kilkaset złotych. A znikają nam koszta utrzymania i napedzania auta badz korzystania z transportu publicznego.
Do tego zmniejszenie emisji spalin oraz pozytywny skutek na zdrowie i samopoczucie uzytkownikow. To chyba dzieki codziennej jeździe na rowerze holenderskie kobiety, w kazdym wieku, są niezwykle zgrabne.
Na koniec tych rowerowych rozwazan warto spojrzeć krytycznym okiem na siebie samego jako na użytkownika roweru. Czy jeżdżę nim do pracy? Nie, poniewaz pracuje z domu:) Ale czy korzystam z niego aktywnie, czyto do przemieszczania sie w celu załatwienia jakis sprawonkow czy tez jeżdżę duzo dla przyjemności? Na oba aspekty tego pytania musze odpowiedziec negatywnie. Uwazylem go aktywnie tylko przez tydzien badz dwa po przywiezieniu go z Pulaw, po czym poszedł w odstawić.
Myślę wiec, ze po powrocie do Polski świetnym pomysłem bedzie odliczyć, ustawić hamulce i użytkować na co dzień rower.
Mam jeszcze kilka przemyśleń inspirowanych Amsterdamem, ale objętość tej notki inspiruje mnie do tego, aby zakończyć ja w tym momencie. Tak wiec ta notka zostaje stricte rowerowa a reszta rozważań z Amsterdamu znajdzie swoje wspólne miejsce w kolejnej notce.
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
7 sierpnia
Pierwsza inspiracja na dzis jest kolejny pomysl ktorym podzielił sie z nami Augustus. Jest to metoda na zapietywanie i rozwijanie pomysłów. Gdy rodzi sie sie jakis pomysl, to od razu go zapisusz. Choćby w postaci kilku zdań badz nawet pojedynczego hasła. Do tego celu swietnie nadaje sie notatnik w telefonie, poniewaz zawsze mamy go pod ręka. A chyba jeszcze lepiej używać do tego celu Google Docs, bo pozniej mozna to wygodnie edytowac na komputerze.
Potem, gdy znajdziesz czas na przejzenie dokumentu z pomysłami moze jeden badz kilka z nich rozwinąć do troche bardziej szczegółowej postaci badz powiazac ze soba podobne idee. Tak samo mozesz w dowolnej chwili rozszerzyć pomysl o wlasnie rodzące sie przemyślenia.
Dzieki temu zyskujesz całkiem konkretna bazę pomysłów, których mozesz używać w razie zapotrzebowania i wcielac je w zycie gdy nadejdzie na nie czas. Dzieki temu nie za omijasz swoich pomysłów i mozesz do nich wrócić gdy bedziesz mial lepsze możliwości ich realizacji.
Podczas jazdy po Szczecinie dosc czesto widzieliśmy liczniki, odliczajace czas do zmiany światła. Gdzie jeszcze informacja o tym, kiedy nastąpi zmiana stanu moze byc przydatna? Dobry temat do przemyślenia, ktory moze dac prosty pomysl na biznes. Wiec bede nad tym myślał.
Potem, gdy znajdziesz czas na przejzenie dokumentu z pomysłami moze jeden badz kilka z nich rozwinąć do troche bardziej szczegółowej postaci badz powiazac ze soba podobne idee. Tak samo mozesz w dowolnej chwili rozszerzyć pomysl o wlasnie rodzące sie przemyślenia.
Dzieki temu zyskujesz całkiem konkretna bazę pomysłów, których mozesz używać w razie zapotrzebowania i wcielac je w zycie gdy nadejdzie na nie czas. Dzieki temu nie za omijasz swoich pomysłów i mozesz do nich wrócić gdy bedziesz mial lepsze możliwości ich realizacji.
Podczas jazdy po Szczecinie dosc czesto widzieliśmy liczniki, odliczajace czas do zmiany światła. Gdzie jeszcze informacja o tym, kiedy nastąpi zmiana stanu moze byc przydatna? Dobry temat do przemyślenia, ktory moze dac prosty pomysl na biznes. Wiec bede nad tym myślał.
niedziela, 7 sierpnia 2011
Dwa inspirujące momenty podrozy
Dzis, pisząc ten post spod granicy z Republika Federalna Niemiec, chciałbym podzielic sie z Wami dwoma inspiracjami ktore wydarzyly sie podczas wczorajszego dnia podrozy.
Pierwsza z nich to spotkanie z Augustusem, człowiekiem z ktorym dane nam bylo pracowac w Nicolas Games. Niewiele sie od tego czasu zmienil i caly czas jest wizionerem. Interesuje sie wieloma dziedzinami zycia i obmysla wiele naprawdę rewolucyjnych pomysłów. Nie ktore mozna uważać za zbyt wyniosła, ale z pewnością nie mozna mu odmówić odwagi i kreatywności. Pomysły odnośnie architektury i muzyki jakie nam wczoraj przedstawił moga naprawdę urwać dupę. Choć ja osobiscie nie chciałbym żyć w świecie w ktorym niektóre jego pomysły staną sie codziennością. Ale sporej rzeszy ludzi moga one nie tylko pasować co diametralnie odmienić ich zycie. Pytanie tylko czy na lepsze.
Druga inspircja to po prostu nagłówek newsa rzucony przez Ardeniego gdy przegladal internet podczas jazdy. Głosił on ze Wikipedia ma kłopoty bo brakuje jej redaktorów. Moze by wiec tak pisać artykuły dla anglojezycznej wersji aby przy okazji podszlifowac język. Znakomita opcja na ktorej wszyscy skorzystają.
Pierwsza z nich to spotkanie z Augustusem, człowiekiem z ktorym dane nam bylo pracowac w Nicolas Games. Niewiele sie od tego czasu zmienil i caly czas jest wizionerem. Interesuje sie wieloma dziedzinami zycia i obmysla wiele naprawdę rewolucyjnych pomysłów. Nie ktore mozna uważać za zbyt wyniosła, ale z pewnością nie mozna mu odmówić odwagi i kreatywności. Pomysły odnośnie architektury i muzyki jakie nam wczoraj przedstawił moga naprawdę urwać dupę. Choć ja osobiscie nie chciałbym żyć w świecie w ktorym niektóre jego pomysły staną sie codziennością. Ale sporej rzeszy ludzi moga one nie tylko pasować co diametralnie odmienić ich zycie. Pytanie tylko czy na lepsze.
Druga inspircja to po prostu nagłówek newsa rzucony przez Ardeniego gdy przegladal internet podczas jazdy. Głosił on ze Wikipedia ma kłopoty bo brakuje jej redaktorów. Moze by wiec tak pisać artykuły dla anglojezycznej wersji aby przy okazji podszlifowac język. Znakomita opcja na ktorej wszyscy skorzystają.
sobota, 6 sierpnia 2011
Inspirujący feedback
Dzisiaj chciałbym przede wszystkim o feedbacku jaki dostałem do poprzedniej notki.
Pochwalilem sie nia na facebooku i w komentarzach dostałem sugestie aby przed upublicznieniem czegos najpierw zadbać o ortografie i gramatyke publikowanych treści. Rzeczywiscie pisałem ja wieczorem, tuz przed snem zmęczony i do tego na iPadzie wiec byłem swiadom tego, ze jakies błędy sie tam znajdować musza. Jednak jak przeczytałem to jeszcze raz to stan stylistyczny i gramatyczny byl rzeczywiscie fatalny. Z miejsca go pooprawilem, zainspirowany Waszym feedbackiem, aby erze towar sie godnie.
Najblizsze notki bede pisał z podrozy, na iPadzie wlasnie, wiec pod katem stylistyki i ortografii moze nie byc rewelacyjnie. Ale doloze wszelki starań aby bylo chociaz przyzwoicie.
Regularnosc pojawiania sie nowych notek tez moze spaść, ale co kilka dnia na pewno pojawiać bedzie sie cos nowego.
Pochwalilem sie nia na facebooku i w komentarzach dostałem sugestie aby przed upublicznieniem czegos najpierw zadbać o ortografie i gramatyke publikowanych treści. Rzeczywiscie pisałem ja wieczorem, tuz przed snem zmęczony i do tego na iPadzie wiec byłem swiadom tego, ze jakies błędy sie tam znajdować musza. Jednak jak przeczytałem to jeszcze raz to stan stylistyczny i gramatyczny byl rzeczywiscie fatalny. Z miejsca go pooprawilem, zainspirowany Waszym feedbackiem, aby erze towar sie godnie.
Najblizsze notki bede pisał z podrozy, na iPadzie wlasnie, wiec pod katem stylistyki i ortografii moze nie byc rewelacyjnie. Ale doloze wszelki starań aby bylo chociaz przyzwoicie.
Regularnosc pojawiania sie nowych notek tez moze spaść, ale co kilka dnia na pewno pojawiać bedzie sie cos nowego.
czwartek, 4 sierpnia 2011
Stać do pracy
Znowu moją główna inspiracją dnia jest post na Zen Habits.
Tym razem stanie przy pracy jest na rzeczy. Wszyscy wiemy ze siedzacy tryb zycia jest nie zdrowy. Moze by tak wiec na chwile wstać i stać przy pracy. Ja mam zamiar sprobowac!
Gdy przeczytalem ten post, wrzucilem krzesło na biurko (całe szczęście mamy z Magda w domu staroświeckie drewniane krzesła, a nie obrotowe szyki biur), na to kilka książek i daje radę. Dziś przez godzine, czyli dwa interwaly po 20 minut, pracowałem na stojąco. I było całkiem dobrze, choć oczywiście trzeba było trochę przenosić ciężar ciała z nogi na nogę i przejść sie po pokoju w czasie wykonywanie się testów.
Po pierwszym wrażeniu pomysł mi się podoba. Az trochę szkoda że od soboty urlop i nie będzie można od razu stestowac go głębiej. Wydaje mi się, ze na stojąco jest się bardziej pobudzonym, wiec mam zamiar pierwsze dwie godziny pracy rano zaczynać od stania. Nie jest to moze bieganie, ale powinno wystarczająco pobudzić.
Oczywiście nie od razu psu azor więc zaczynam od jednej godziny. I mam nadzieję ze będe o tym pamiętał, gdy wrócę z urlopu.
Jeśli jesteśmy przy urlopie, to w sobotę z dwójka przyjaciół udajemy się w trip samochodowy po Europie. Fakt, ze ostatnio uczę się angielskiego zainspirował mnie do tego, aby podczas podróży przejść z chłopakami w Steve mode, czy rozmawiać po angielsku. Ardeni jest wstępnie na tak, myslę ze Bartek też będzie.
Wieczorem wpadł do mnie na piwko Ardeni. Chłopak, z którym zdarzyło mi się wspólnie pracować, a nawet mieszkać, podczas pobytu na Śląsku/w Zagłębiu. Bardzo lubię z nim rozmawiać, bo cenie sobie jego podejście do życia. Chyba dość zbliżone do mojego, to jednocześnie na tyle inne by czasem mogło inspirować.
Tym razem stanie przy pracy jest na rzeczy. Wszyscy wiemy ze siedzacy tryb zycia jest nie zdrowy. Moze by tak wiec na chwile wstać i stać przy pracy. Ja mam zamiar sprobowac!
Gdy przeczytalem ten post, wrzucilem krzesło na biurko (całe szczęście mamy z Magda w domu staroświeckie drewniane krzesła, a nie obrotowe szyki biur), na to kilka książek i daje radę. Dziś przez godzine, czyli dwa interwaly po 20 minut, pracowałem na stojąco. I było całkiem dobrze, choć oczywiście trzeba było trochę przenosić ciężar ciała z nogi na nogę i przejść sie po pokoju w czasie wykonywanie się testów.
Po pierwszym wrażeniu pomysł mi się podoba. Az trochę szkoda że od soboty urlop i nie będzie można od razu stestowac go głębiej. Wydaje mi się, ze na stojąco jest się bardziej pobudzonym, wiec mam zamiar pierwsze dwie godziny pracy rano zaczynać od stania. Nie jest to moze bieganie, ale powinno wystarczająco pobudzić.
Oczywiście nie od razu psu azor więc zaczynam od jednej godziny. I mam nadzieję ze będe o tym pamiętał, gdy wrócę z urlopu.
Jeśli jesteśmy przy urlopie, to w sobotę z dwójka przyjaciół udajemy się w trip samochodowy po Europie. Fakt, ze ostatnio uczę się angielskiego zainspirował mnie do tego, aby podczas podróży przejść z chłopakami w Steve mode, czy rozmawiać po angielsku. Ardeni jest wstępnie na tak, myslę ze Bartek też będzie.
Wieczorem wpadł do mnie na piwko Ardeni. Chłopak, z którym zdarzyło mi się wspólnie pracować, a nawet mieszkać, podczas pobytu na Śląsku/w Zagłębiu. Bardzo lubię z nim rozmawiać, bo cenie sobie jego podejście do życia. Chyba dość zbliżone do mojego, to jednocześnie na tyle inne by czasem mogło inspirować.
środa, 3 sierpnia 2011
Dzień inspirowany przez...
Krótki raporcik z dzisiejszej inspiralności:
1) Zacznijmy od muzyki. Dzisiaj posłuchałem sobie trochę Indios Bravos i ich teksty są niesamowite, bardzo się z nimi utożsamiam. W sumie to coś podobnego do postów na Zen Habits z tymże podane w przyjemniejszej formie i zazwyczaj po polsku. Zresztą posłuchaj i zobacz sam. Zacznij od tego:
2) Wczoraj na fejsbuku dostałem wiadomość czy moja strona służąca do nauki języków obcych metodą tysiąc najpopularniejszych słów jest moja i czy chce na niej zarabiać. Kryła się za tym propozycja przystąpienia do programu partnerskiego produktu bazującego na tej właśnie metodzie. Zainspirowało mnie to, aby samemu na bazie tego stworzyć płatny produkt. Myślałem już o tym jakieś pół roku temu, a skoro teraz ktoś na tym zarabia, dlaczego ja bym miał nie robić tego samego, tylko lepie? Będę więc o tym także myślał w przyszłości
3). Dzisiejsze spotkanie klubu Toastmasters Leaders, na którym wygłosiłem swój trzeci projekt, było jednym wielkim zbiornikiem inspiracji. Do tego jak pięknie można przemawiać, jak się bawić głosem, mową ciała czy jak płynnie można posługiwać językiem.
wtorek, 2 sierpnia 2011
Inspiracje z Zen Habits
W ciągu ostatniej doby moje inspiracje miały miejsce głównie podczas lektury blogu Zen Habits. Ponieważ dopiero poznaje ten blog, to zapoznaje się również z archiwalnymi jego treściami.
Wczoraj przeczytałem co najmniej kilka takich notek, z czego szczególnie inspirujące były dwie.
Jedna z nich mówiła o tym, że nie warto mieć oczekiwań. Ponieważ gdy się je ma, to mogę one zostać nie spełnione. Co owocuje naszym rozczarowaniem, które zazwyczaj nie jest pozytywnym odczuciem i negatywnie wpływa na nasz stan emocjonalny. Jeśli natomiast działamy i żyjemy bez oczekiwań, znacznie zawęża się pole, na którym mogą spotkać nas rozczarowania. Z drugiej strony życie staje się bardziej ekscytujące, bowiem gdy nie oczekujesz niczego, to wszystko może Cię zaskoczyć. Zaczniesz dostrzegać i doceniać naprawdę proste rzeczy dziejące się na co dzień. Po więcej odsyłam do wspomnianej notki.
Druga notka, na którą szczególnie zwróciłem uwagę i która stanowi dla mnie wartość samą w sobie, jest notka jak być szczęśliwym tu i teraz. Dobrą strategią na to jest zdanie sobie sprawy, że to co robisz teraz, czym zajmujesz się obecnie jest czymś wspaniałym i w tym momencie nie możesz robić nic lepszego. A skoro robisz najlepszą możliwą rzecz, to musisz być szczęśliwy. Aby dowiedzieć się jak to się je i dlaczego z ketchupem zobacz do tej notki.
Od jakiegoś czasu słucham podcastów na temat zarządzania: Manager Tools. Czynię tak dlatego, że od jakiegoś czasu czuję coraz silniejszą, narastającą potrzebą przejścia w pełni z roli człowieka IT, który spędza większość czasu przed komputerem, spełniając czyjeś polecenia a po godzinach nakreślającym swoje wizję, w rolę człowieka z własnym, prawdziwym biznesem. Pisze prawdziwym biznesem, ponieważ samozatrudnienie to dla mnie nie do końca prawdziwy biznes. Dalej robisz bezpośrednio to co ktoś inny chce.
Słuchanie tego podcastu, wraz z wczorajszą wizytą w biurze brata zainspirowało mnie do tego, by po urlopie wrócić do pomysłu stworzenia open source'owym projektów railsowych, w których ludzie będą mogli doskonalić swe szlify programistyczna a ja nabiorę doświadczenia w zarządzaniu ludźmi i projektem.
Przy okazji mogą powstać potrzebne mnie czy bratu produktu. Same korzyści, więc trzeba się tym zająć.
Pomyślałem też o tym, by zacząć pisać bloga na temat przymusu ubezpieczeń. Może być to przydatne narzędzie marketingowe i dobry motywator przy powstaniu i sprzedaży mojej książki o tym, jak obniżyć swoją składkę zdrowotną. Więcej na temat książki na jej stronie. Inspiracją do tego był mój dotychczasowy stan umysłu i życie które go ukształtowało, a w szczególności wystąpienie na zeszłotygodniowym spotkaniu Top Career Toastmaster na temat ZUS.
Ostatnią rzeczą, o której chce napisać, to inspiracja od mojej siostry. Dość często spotykamy się ze znajomymi i gramy w gry planszowe. Ostatnimi czasy pojawia się na nich siostra. Za każdym razem gdy gra w jakąś grę po raz pierwszy to albo wygrywa albo chociaż jest po zwycięskiej stronie. Przy czym twierdzi że trochę nie ogarnia i po jej niektórych zagraniach widać że tak w rzeczywistości jest. Świadczy to o tym, że nie warto za dużo myśleć i planować, tylko grać na bieżąco. Tak samo jak powinno się czynić w życiu, bez planów/oczekiwań tylko działanie, według wspomnianej notki na Zen Habits.
Wczoraj przeczytałem co najmniej kilka takich notek, z czego szczególnie inspirujące były dwie.
Jedna z nich mówiła o tym, że nie warto mieć oczekiwań. Ponieważ gdy się je ma, to mogę one zostać nie spełnione. Co owocuje naszym rozczarowaniem, które zazwyczaj nie jest pozytywnym odczuciem i negatywnie wpływa na nasz stan emocjonalny. Jeśli natomiast działamy i żyjemy bez oczekiwań, znacznie zawęża się pole, na którym mogą spotkać nas rozczarowania. Z drugiej strony życie staje się bardziej ekscytujące, bowiem gdy nie oczekujesz niczego, to wszystko może Cię zaskoczyć. Zaczniesz dostrzegać i doceniać naprawdę proste rzeczy dziejące się na co dzień. Po więcej odsyłam do wspomnianej notki.
Druga notka, na którą szczególnie zwróciłem uwagę i która stanowi dla mnie wartość samą w sobie, jest notka jak być szczęśliwym tu i teraz. Dobrą strategią na to jest zdanie sobie sprawy, że to co robisz teraz, czym zajmujesz się obecnie jest czymś wspaniałym i w tym momencie nie możesz robić nic lepszego. A skoro robisz najlepszą możliwą rzecz, to musisz być szczęśliwy. Aby dowiedzieć się jak to się je i dlaczego z ketchupem zobacz do tej notki.
Od jakiegoś czasu słucham podcastów na temat zarządzania: Manager Tools. Czynię tak dlatego, że od jakiegoś czasu czuję coraz silniejszą, narastającą potrzebą przejścia w pełni z roli człowieka IT, który spędza większość czasu przed komputerem, spełniając czyjeś polecenia a po godzinach nakreślającym swoje wizję, w rolę człowieka z własnym, prawdziwym biznesem. Pisze prawdziwym biznesem, ponieważ samozatrudnienie to dla mnie nie do końca prawdziwy biznes. Dalej robisz bezpośrednio to co ktoś inny chce.
Słuchanie tego podcastu, wraz z wczorajszą wizytą w biurze brata zainspirowało mnie do tego, by po urlopie wrócić do pomysłu stworzenia open source'owym projektów railsowych, w których ludzie będą mogli doskonalić swe szlify programistyczna a ja nabiorę doświadczenia w zarządzaniu ludźmi i projektem.
Przy okazji mogą powstać potrzebne mnie czy bratu produktu. Same korzyści, więc trzeba się tym zająć.
Pomyślałem też o tym, by zacząć pisać bloga na temat przymusu ubezpieczeń. Może być to przydatne narzędzie marketingowe i dobry motywator przy powstaniu i sprzedaży mojej książki o tym, jak obniżyć swoją składkę zdrowotną. Więcej na temat książki na jej stronie. Inspiracją do tego był mój dotychczasowy stan umysłu i życie które go ukształtowało, a w szczególności wystąpienie na zeszłotygodniowym spotkaniu Top Career Toastmaster na temat ZUS.
Ostatnią rzeczą, o której chce napisać, to inspiracja od mojej siostry. Dość często spotykamy się ze znajomymi i gramy w gry planszowe. Ostatnimi czasy pojawia się na nich siostra. Za każdym razem gdy gra w jakąś grę po raz pierwszy to albo wygrywa albo chociaż jest po zwycięskiej stronie. Przy czym twierdzi że trochę nie ogarnia i po jej niektórych zagraniach widać że tak w rzeczywistości jest. Świadczy to o tym, że nie warto za dużo myśleć i planować, tylko grać na bieżąco. Tak samo jak powinno się czynić w życiu, bez planów/oczekiwań tylko działanie, według wspomnianej notki na Zen Habits.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Blog inspirowany blogiem
Ten blog jest zainspirowany postem na blogu Zen Habits na temat wypracowywania nawyków rozbudzających pasję.
Jedną z sugestii działań, mających pomóc w rozpaleniu w sobie wszechogarniającego ognia pasji jest prowadzenie dziennika inspiracji, w którym to piszemy o tym co nas inspiruje na co dzień. Poświęcamy go ludziom, miejscom, wydarzeniom i rzeczom, które nas ekscytują i inspirują.
Dzięki temu łatwiej jest nam dostrzec piękno, które spotyka nas codziennie i często przemyka niezauważone. Jeśli jednak codziennie poświęcimy wieczorem kilka minut na przypomnienie sobie takich szczególnie inspirujących momentów i ich zapisanie, możemy z tego wynieść niesamowicie wiele.
Po pierwsze uświadomimy sobie jak wiele pięknych i dobrych rzeczy spotyka podczas szarej zawieruchy dnia powszedniego. Jeśli jeszcze zastanowimy się nad nimi chwilkę zobaczymy jak wielkie inspiracje mogę one wnieść do naszego życia: czy to prywatnego czy zawodowego. Uzyskamy dzięki temu większy spokój ducha, co zaowocuje szybkim zaśnięciem i spokojnym snem, dzięki czemu dnia następnego budzimy się rześcy i pełni energii.
Dodatkowo codzienne poświęcanie od kilku do kilkunastu minut na prowadzenie dziennika inspiracji jest znakomitym ćwiczeniem prowadzącym do wykształcenia nawyku systematyczności.
Osobiście uważam że taki dziennik może mieć bardzo dużą wartość dla osoby go tworzącej jak i potencjalnych czytelników. Dlatego ja będę swój prowadził publicznie - na tym blogu. Jego wartość zweryfikuje czas i Wy.
Jedną z sugestii działań, mających pomóc w rozpaleniu w sobie wszechogarniającego ognia pasji jest prowadzenie dziennika inspiracji, w którym to piszemy o tym co nas inspiruje na co dzień. Poświęcamy go ludziom, miejscom, wydarzeniom i rzeczom, które nas ekscytują i inspirują.
Dzięki temu łatwiej jest nam dostrzec piękno, które spotyka nas codziennie i często przemyka niezauważone. Jeśli jednak codziennie poświęcimy wieczorem kilka minut na przypomnienie sobie takich szczególnie inspirujących momentów i ich zapisanie, możemy z tego wynieść niesamowicie wiele.
Po pierwsze uświadomimy sobie jak wiele pięknych i dobrych rzeczy spotyka podczas szarej zawieruchy dnia powszedniego. Jeśli jeszcze zastanowimy się nad nimi chwilkę zobaczymy jak wielkie inspiracje mogę one wnieść do naszego życia: czy to prywatnego czy zawodowego. Uzyskamy dzięki temu większy spokój ducha, co zaowocuje szybkim zaśnięciem i spokojnym snem, dzięki czemu dnia następnego budzimy się rześcy i pełni energii.
Dodatkowo codzienne poświęcanie od kilku do kilkunastu minut na prowadzenie dziennika inspiracji jest znakomitym ćwiczeniem prowadzącym do wykształcenia nawyku systematyczności.
Osobiście uważam że taki dziennik może mieć bardzo dużą wartość dla osoby go tworzącej jak i potencjalnych czytelników. Dlatego ja będę swój prowadził publicznie - na tym blogu. Jego wartość zweryfikuje czas i Wy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)