piątek, 9 września 2011

Czwartek i piątek w jednym stały domu

Dziś dwa dni w kupie. Bez owijania w bawełnę. Oto one:

Wybraliśmy się wczoraj z Magdą do kina. Z wcześniej zakupionymi kuponami z jakiegoś gruponu.

Wybraliśmy się na Debiutantów. Bo Magda bardzo chciała. Głównie dlatego że gra tam Evan McGregor. Jeden z tych takich niedostępnych amerykańskich aktorów.

Sprawdzamy rozkład w internecie. Znajdujemy wspólny wolny czas. I nawet dzwonię do kina dzień wcześniej żeby zarezerwować miejsca. Bo z tymi naszymi randkami to różnie bywa. Czasem dziwnym trafem nie dochodzą do skutku. Pani mówi że rezerwować nie ma potrzeby, wystarczy zakupić przed spektaklem i miejsca na pewno będę.

Jadę do kina. Dostaje telefon od Magdy. Nastąpiła zmiana. Dziś wyjątkowo o 18:30 Debiutantów nie grają. Sterta bluzgów z moich ust, że tak być to nie będzie. Nie będę jechał półgodziny tylko po to by pocałować Magdę. Obejrzałbym jeszcze film.

Pod wpływem inspiracji Duchem Toastmasters i pisanego na angielskim listu ze skargą ruszyłem kupić bilety na nie obecny seans. A tak naprawdę walcząc o kompensacje. Udało się uzyskać dwa bilety w cenie jednego na późniejszy seans Ostatniego Tanga W Paryżu.

Zostalem także zainspirowany do lepszego mycia zębów. Nurtowało nas czemu szczoteczka Magdy zużywa się szybciej i bardziej rozchodzi na boki. Kwestia techniki. Jej uznaliśmy za lepszą i teraz próbuje zaadaptować w swojej paszczy.

Na prawie koniec kolejny znakomity post z Zen Habits. Tym razem gościnny. O tym że za łatwo mówimy tak. Poprzez co ono nic nie znaczy. Nie ma dla innych żadnej wartości. Mówiąc na wszystkie propozycje i możliwości tak, zgadzając się ze wszystkimi, tak naprawdę mówimy nie sobie, swoim wartością i swoim najbliższym. Serdecznie polecam przeczytać: http://zenhabits.net/no/#more-8574

Rzeczywistość zdaje się inspirować mnie do żonglowania...

Zobacz to http://www.youtube.com/watch?v=tnE7qz5GUFY i patrz co mówisz :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz